lipca 09, 2016

Bo ten wiatr.

Wiatr goni dziś chmury jak niesforne owieczki, wpada między drzewa, tarmosi ich korony i sprawia, że szumią donośnie. Trzaska domowym przeciągiem i sprawdza czy zdoła porwać balkonowe skrzynki. Moje jarmarczne, kolorowe kwiaty trzymają się mocno, dadzą radę:)
A z tym wiatrem to nadciągają nasze wakacje. Dopinam wszystko, krzątam się, sprzątam, podlewam kwiaty, naszykowałam świeży stosik książek z biblioteki, wyjęłam pizzę z piekarnika i czekam na naszego Stasia, który wraca z obozu. Pierwsze dwanaście dni z dala od domu i nie na znajomym gruncie. Ściska mnie wzruszenie gdy Antoś wzdycha i mówi, że już tak za nim tęskni. Wszyscy się stęskniliśmy, wszyscy...
Przeglądam czerwcowe kadry, dominują na nich kwiaty ale na szczęście nie tylko:) Są też inne historie. Małe i duże, raz na dole, raz na górze;)
A na wczasy pod gruszą, w rejony całkiem mi nieznane zabieram pewien soczysty kryminał i Mamę Muminków.
Pozdrawiam Was z letnim wiatrem!
Do napisania, pa:)

czerwca 03, 2016

Pierwszy taki dzień.


W kalendarzu 8 maja.
Dzień wcześniej wiatr lekko gwizdał a słońce wychylało się zza pędzących chmur. Ciepło, miło, niebo, raj wszak to maj. Za to kolejnego dnia deszcz zastukał w parapety. Na szczęście nie wtedy gdy ze ściśniętym ze wzruszenia sercem szliśmy do kościoła. Jaki to był piękny dzień. Pierwsza Komunia Święta naszego starszego Synka. Staś był spokojny, wzruszony, pełen oczekiwania i radosny. Tyle przygotowań za nim, tyle pracy by dojść do tego dnia, by go przeżyć, by się nim prawdziwie cieszyć. By dostrzec i przyjąć ten prezent najcenniejszy, po którym się nie idzie a frunie do domu:)
Rodzina była z nami i dopełniła ten dzień chwilami, które będziemy z miłością wspominać.
Powaga i skupienie  przeplatały się z humorem, i wygłupami braci wraz z kuzynami.
Dobry czas.
Zresztą jak cały nasz maj. Dużo się działo. Kolejne wyjazdy pierwszokomunijne a wraz z nimi idące wzruszenia, fajne spotkania, wydarzenia sportowe, piknik rodzinny i wyprawa rowerowa ze szczyptą dreszczyku. Tak, tak jeszcze długo będę pamiętać jaka burza nas złapała. Jak tuliliśmy się do siebie a wkoło strzelało piorunami i jak dojechaliśmy do domu przemoczeni do majtek;)
To wszystko z codzienną dawką przyjemności, kwiatów, kwitnących drzew, majowej zieleni, pierwszych poranków na balkonie z kawą.
To wszystko z jednej strony....
A z drugiej strony jest to wszystko, co łatwe i przyjemne nie jest ale pozwala docenić, dostrzec a nawet nierzadko osiągnąć to pierwsze.
Czerwiec powitaliśmy na wesoło, słodko i twórczo:)
A ja postanowiłam częściej zamieniać słówko "muszę" na "chcę":D
Do napisania, pa!

kwietnia 15, 2016

Taki ranek i taka myśl.

Spóźniony, piątkowy ranek. Jak zawsze rozwożę dzieci do szkoły i przedszkola. Pakuję materiałowe siaty i mocniejszą torbę gdyż wybieram się na rundę zakupową. Warzywa, owoce i takie tam różności na domowe specjalności. Mamy plan by w sobotę spokojnie poświęcić się kibicowaniu młodszemu synowi na meczu i  przepaść ze starszym synem w bibliotecznym raju. Wszystko zaplanowane włącznie ze sprzątaniem. Pakuję więc te siaty, obowiązkowo listę zakupów, gdyż moja pamięć działa wybiórczo i jeszcze łapię aparat, chociaż nie mam w planie zdjęć i w dodatku zapomniałam naładować baterie. Jadę, patrzę, i myślę. Zatrzymuję auto i wysiadam. Notuję co widzę. Zapisuję co myślę. Czy to aby nie za dużo na raz, tak zaraz po zimie takie kwitnące obrazy dostać? Zielone, białe, różowe, ach ten róż!  Człowiek wariuje z tego zachwytu. Cieszy się co roku tak samo i podziękowania śle wysoko w chmury. Żeby tak cieszyć się z kwiatów. I ciepły wiatr przybywa coraz częściej.
Bateria mi szybko padła ale co trzeba pstryknęłam;)
Myśl co wpadła mi do głowy wraz z tymi widokami prawie mi umknęła ale złapałam ją za słówko "nienasycenie". Czy aby z nim nie związana jest pewna życiowa prawda. Czy w życiu warto trwać w pewnym nienasyceniu. Pielęgnować w sobie takie odludne miejsce, taką przestrzeń, której byle czym wypełnić nie można. Nie przywalić jej stosem siana, nie zagłuszyć gradem słów płynących z zewnątrz  i czasem się w nią wsłuchać.
Taka myśl, a poza nią kwiaty....:)
Dobrego dnia i pięknego weekendu.
U nas słońce:)
Do napisania, pa!

kwietnia 04, 2016

Miałam...

Dwa dni temu zamieściłam tu moje ostatnie ilustracje i miałam pięknie coś o nich rzec. To znaczy  nie o ilustracjach tylko o roślinkach, o przyrodzie, o tym jaką jest inspiracją, miałam cały taki sznurek myśli. Widziałam te kropelki rosy nanizane na nić jak paciorki, kwiaty jak dostojnicy królewscy podnoszący głowy w blasku poranka. Miałam jak ta Ania z marchewkowym warkoczem hojnie rzucać przymiotnikami i zbudować niemalże hymn pochwalny ku czci natury. Na ten moment nie umiem jednak zebrać słów w zgrabny wątek, może i dobrze. Nie potrzeba takiego patosu, nie trzeba tylu słów, nie trzeba się tak spinać. Trzeba się tylko cieszyć, cieszyć z tego piękna w lesie, nad morzem, w górach, za płotem, w ogródku swoim czy sąsiada, na łące, w parku, na balkonie w doniczce lub na kuchennym parapecie.
Jak dobrze, że już wiosna. Jeszcze cicha i skromna ale sobota była zaskakująco ciepła. Cała skąpana w słońcu. Wreszcie wyszorowałam balkon i umyłam okna, i firanki poprałam, wyprasowałam i rozwiesiłam. Świat jest teraz jakby ostrzejszy i bardziej przyjazny. Dom przewietrzony na wszystkie strony złapał oddech i wypełnił się powietrzem. Lżej się mieszka. Pszczoły przylatują i leciuchno stukają w szyby. Nie narzucają się. Ptaki świergolą z całych sił i przypominają, że to już kwiecień. Co jakiś czas bażant z krzykiem przeleci wśród traw. Dzieci więcej biegają po podwórku i wnoszą do domu błocko z piachem, i z brudnymi portkami. Jedna myśl goni drugą a po głowie tłuką się pytania bez odpowiedzi, chociaż różne decyzje już podjęte. Jednych jestem pewna, innych....cóż inne czas zweryfikuje.
Gapię się w to moje czyste okno i myślę jaka to opowieść się za nim pisze, jaka nam się pisze.
Wiem jedno, chociaż to nie zawsze ja trzymam pióro, to nie zawsze ja układam słowa to zawsze ja je czytam, interpretuję i nadaję im SMAK w tym jak je przyjmuję i idę z nimi dalej. Obym zawsze o tym pamiętała:)
A wracając do ilustracji, to wpakowałam je na ścianę. Kocham niebieski kolor!
Tymczasem wspaniałego dnia Wam życzę!
Do napisania niebawem, pa:)
p.s
Wynotowane:
"Pszczoła jest maleńka wśród latających stworzeń, lecz owoc jej pracy przewyższa słodyczą wszystko."
(Syracydes 11,3)

marca 25, 2016

Na Wielkanoc.

Nie mam czasu, nie mam czasu, te słowa krążą po świecie i sprawiają, że ludzie zaczynają je niemalże gloryfikować. Takie czasy, takie życie, takie tempo. Po prostu tak jest, w sumie nic w tym złego byle mieć dobre hamulce. Jedynie ziemia krąży z tą samą prędkością a słońce wschodzi tak samo monotonnie jak zawsze. Natura jest w tym cierpliwa i wierna.
Nasz luty był jak zmokła kura. Mokry i momentami przemarznięty, rozgrzebany w remoncie, w obłokach kurzu i trochę gderliwy. Marzec za to nabrał kolorów, słońca i ciepła. Tęsknie wyglądam zieleni i pierwszego wybuchu kwiecia. Już niedługo.
Tymczasem posyłam Wam świąteczne życzenia.
Niech w waszych sercach zapanuje wiosna, radość i pokój. Pewność, że na wszystko jest czas, na wszystko co najważniejsze. Niech Wam towarzyszy optymizm i odrobina szaleństwa by mieć nadzieję i uwierzyć w to, że gdy wszystko wydaje się kończyć, to dopiero wszystko się zaczyna.
Pięknych świąt Wielkiej Nocy, smacznego jajeczka, bab lukrowanych i nade wszystko bliskich blisko i przy jednym stole:)
Wszystkiego dobrego!

stycznia 29, 2016

Taki Chłopiec.

Mamy to szczęście, że jest z nami Taki Chłopiec.
Chłopiec, który w oczach ma wielki błękit.
Chłopiec, który nie rozstaje się z piłką. Biega, skacze, kiwa i robi mnóstwo pokopasów.
Chłopiec, który oprócz  pokopasów lubi pospasy i podgryzasy.
Chłopiec, który lubi świat liczb i liter.
Chłopiec, który lubi wiersze, najchętniej pani Wandy Chotomskiej.
Chłopiec, który przepada za ciastem marchewkowym z cytrynowym lukrem i uważa je za wyborne. To właśnie z niego jest najlepszy tort na świecie.
Chłopiec, który lubi zdmuchiwać świeczki, nawet z ostatniego kawałka tortu.
Chłopiec, który lubi gry, zadania i inne wyzwania.
Chłopiec, który potrafi pociąć arkusz papieru na kawałeczki, wrzucić do słoika następnie rozsypać po pokoju, po to by zaraz pieczołowicie je wyzbierać uznając to za niezłą zabawę;)
Chłopiec, który jest dokładny.
Chłopiec, który głośno śpiewa.
Chłopiec, który jest mądry i dobry.
Chłopiec, który potrafi wariować tak, że można zwariować.
Chłopiec, który ma Starszego Brata, którego uwielbia, z którym trzyma sztamę ale i z którym drze koty:)
Tak, mamy to szczęście, że jest z nami Taki Chłopiec!
Nasz Antoś, od wtorku pełną gębą sześciolatek:D
Sto lat Tosiulku!