Gdybym tylko umiała czarować to chciałabym zaczarować samą siebie. Nie tak całkiem. Tak przecież nie można, tylko trochę, kiedy np. zaczynam uprawiać czarnowidztwo, kiedy rozpoczynam 152 analizę tego samego tematu, albo kiedy stos prania zmienia się z małego pagórka w górę nie do zdobycia. Tylko wtedy i jeszcze w kilku innych przypadkach;) Wtedy czary mary, hokus pokus i puffff zmieniam się w superbohatera. Gdybym tylko....Dobrze, że słońce wschodzi uparcie każdego dnia, ma zbawienną moc i sprawia, że szeroko się uśmiecham (jak dziś), nie zastanawiam się nad czymś czego aktualnie nie mogę rozwiązać, a pranie w równych rządkach zamieszkuje szafy i komody:) Do tego mam w domu superbohatera. Każdego dnia. I tak np. wczoraj mieliśmy awarię łazienki. Mój M. daleko w delegacji, a Stasio powiada:" Mamo, pamiętasz, że ja nie jestem zwyczajnym dzieckiem. Zaraz powiem Ci co się stało:)" Czemu ja o tym zapominam i czasem się denerwuję ? No właśnie, wtedy to czary mary by się przydało:)
Na razie uwielbiam nasze poranki, gdy słońce coraz wyżej wędruje po niebie. Lubicie patrzeć na dym z komina? A cienie na ścianie? Ja jeszcze lubię patrzeć na chłopców skąpanych w ciepłych promykach zimowego słońca:)
A potem pastelowe ozdoby (te rzecz jasna walentynkowe, serca, a co:)
i sikorki, które tłumnie do nas przybywają. Wcześniej były bardziej płochliwe, teraz chyba nas już znają albo przestały bać się ruchu wokół okna. Już mi żal momentu gdy odlecą, kiedy śnieg stopnieje.
I moją nową opaskę w paski;)Odkąd przeczytaliśmy "Joachima lisa"(dwa razy) lubię jeszcze liski. Nawet widziałam jednego w naszej okolicy. Wcale nie był tak rudy jak miałam nadzieję, że będzie:)
Dodatkowo przeszedł taki jeden po moim papierze i tam pozostał;)

Tymczasem życzę Wam miłego końca tygodnia i wspaniałego weekendu. Dla mnie zaczyna się po południu i jeszcze dziś ruszamy w drogę. Pa pa!















