sierpnia 31, 2009

Znowu w domu.




Halo, halo. No i jesteśmy znowu w domu. W kropkach po komarach, jeszcze z wiatrem i słońcem wplątanym we włosy. To był dobry czas, spędzony z rodziną, w rodzinnym mieście. Teraz mamy już koniec sierpnia i lata, za to początek nowych wyzwań i dużych zmian. Jutro WIELKI dzień. Pierwszy dzień Stasia w przedszkolu. Duży krok do samodzielności i całkiem nowych przeżyć. Nowy etap i nowe role dla całej rodziny. Trzymam kciuki, by Staś odnalazł się w nowej roli przedszkolaka. Do przodu synku!
A u nas w domu świeże bukiety wrzosów i astrów. Wrzosy zdobyłam cięte, do zasuszenia, od jakiejś babuleńki. Wzięłam od razu trzy bukiety. Zdobią kuchenny parapet i wyglądają cudnie. Kwiaty na dolnych zdjęciach to suszki. Trzymam je w Sandomierzu, w rodzinnym domu i po prostu uwielbiam ich kolory. Mają już wiele lat, a nie mogę zdobyć kolejnych. Te są wyjątkowe.
I jeszcze ze wspomnień o ważnych dniach, które minęły. Obchodziliśmy kolejną rocznicę naszego ślubu. To jest zawsze piękny i wyjątkowy dzień. Zataczamy jakieś kolejne kółko i ponownie symbolicznie wkładamy je na palec. Jesteśmy razem, coraz mocniejsi i bogatsi o kolejny rok, nowe wspomnienia. Tym razem postanowiliśmy dodatkowo uczcić dzień zakupem nowego, włoskiego parzydełka do kawy. Przynieśliśmy je do domu jak wielki skarb. Jest to coś, co umili nam zwykły dzień, a jednocześnie pozwoli celebrować tą zwykłą rzecz jaką jest picie kawy. Oczywiście najlepiej wspólne...
Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze komentarze, ciepłe słowa i za to, że tu wstępujecie. Aulik, pisałam już pod poprzednim postem, ogromne(ponowne:) dzięki za wyróżnienie. Pozdrawiam ciepło.

sierpnia 14, 2009

Przyjemności.



Zawitało do nas słońce. Przy śniadaniu delikatnie oblewało nasze twarze, a potem puściło się w pląsy po pokoju. Uwielbiam słoneczne poranki przy zapachu kawy i mleka. Złapałam kilka kadrów i zamknęłam je w porannych kompozycjach. Po trzech miesiącach wystrzegania się kawy, zapałałam do niej nową miłością. Pozwalam sobie na jedną filiżankę dziennie (no, góra półtora) i długo się nią delektuję. Ponieważ Stasiu ostatnio stał się skowronkiem, codziennie mam nieustające zaproszenie od niego: "Mamo, weź sobie tą kawkę i chodź, pobawimy się w zoo. Ty będziesz myszką figli migli i uszyjesz nam szaliki." Oczywiście biorę tą kawkę, rozsiadam się na dywanie i jestem tą myszką, Panią Jolą, pingwinem, krecikiem, misiem, czy jeszcze jakimś innym zwierzakiem:)
Dzisiaj. Pomału pakujemy się do wyjazdu. Wybieramy się do domu rodzinnego na prawie dwa tygodnie. To druga część naszych wakacji. Ważna część, bo będziemy mogli pobyć razem z rodziną. Stasiu przebiera łapkami i nie może się doczekać. Spotkanie z dziadkami, z prababcią, ze zwierzakami. Jest na co czekać.
Pomału obmyślam nowe obrazy. Poszukuję inspiracji wokół siebie. Kolory lata są niesamowite, szczególnie o poranku, w ogrodzie. Wszystko na nas czeka. Gotowe obrazy są wokół mnie, muszę je tylko odnaleźć.
Mam nadzieję, że sierpień ma dla nas jeszcze dużo słońca.

sierpnia 13, 2009

Początek książeczki o szczęściu.



To przyjemne uczucie gdy zaczynamy coś nowego. Pełni zapału, pomysłów i tej siły twórczej, która uskrzydla planujemy, projektujemy i realizujemy nasze wizje. Jakiś czas temu zaplanowałam taką oto rzecz. Książeczkę o szczęściu. O moim szczęściu. Dokładniej pisałam o tym tutaj. Na początek okładka, szereg notatek oraz zdjęć. To naprawdę wspaniały dla mnie czas, by zacząć. Wsłuchana w siebie i w pierwsze znaki od małej istotki mieszkającej sobie gdzieś pod moim sercem, kreślę w myślach kolejne karty do mojej książeczki.
Dzisiaj znowu pada. Ratuję się aromatyczną herbatką i grzankami z miodem.
Aha, zapadłam na nową chorobę, która nazywa się "muszę mieć to piękną latarenkę, którą ostatnio wypatrzyłam". Jest obłędnie ładna. Podobnie było z zegarem "Grand Hotel" o średnicy ponad 50 cm. Wisi sobie teraz na naszej ścianie i jest idealny. Latarenka też jest całkiem spora, a pokój .... hmm ma już ograniczone możliwości wystawiennicze:)) Jakie jest lekarstwo?
Miłego dnia.

sierpnia 11, 2009

Zachować zapach lata.





Dzisiaj mokry dzień. Niebo zaciągnęło się szarością, a strugi deszczu spływają w równym tempie bębniąc o parapet. Lubię ten monotonny szum, te delikatne dźwięki. Od niedzieli w naszym domku dominują zapachy lata. Dwa bukiety lawendy goszczą w wielkim, eleganckim słoju na kuchennym parapecie, a wrotycz (wraz z mieszkańcami łąki) wkomponował się koło starego, żeliwnego zlewu. Zachowam te bukiety pewnie aż do świąt. Mam nadzieję, że utrzymają swoje kolory, szczególnie wrotycz będzie cieszył oko swym miodowym odcieniem i nie zbrązowieje. W zeszłym roku pięknie przechowały mi się wrzosy i stoją do tej pory.
Moje ręce potrzebują gimnastyki. Nie miałam w nich pędzla od wielu tygodni. Słowa papier, pędzel i farby brzmią jak odległe echo. Zbyt odległe. Pracowałam tylko nad najpilniejszymi rzeczami. Powstały między innymi te urocze, romantyczne przedmioty. Zegar i szkatuła z pachnącymi woreczkami. Szkatułka ma wieczko również z różanym motywem i staro-złotymi wykończeniami. Wszystko z duchem angielskiego ogrodu i zapachem lawendy. Chyba nigdy nie pokazywałam tu prac wykonanych w technice decoupage. Lubię tę technikę i możliwości jakie daje.
Popijam sobie rumiankową herbatkę z odrobiną miodu prosto z parującego kubka. Brykający Staś wymyśla kolejną historyjkę, a ja myślę już o prawdziwie letnim obiedzie z pomidorami, słodką cebulką, oliwą z oliwek i sałatą.

sierpnia 10, 2009

Powroty.







Powracam do tego miejsca. Czuję się jakbym ponownie wchodziła do bliskiego mi domku, gdzie każdy kąt jest znajomy, dobry i przytulny. Gdzie jestem sobą. Witaj domku, patrz gdzie byłam. To nasze magiczne miejsce na ziemi. Polska wieś, sielska i czarodziejska. Odpoczęliśmy, odetchnęliśmy i wróciliśmy bogatsi o nowe wspomnienia, zapachy i smaki. Minęło wiele tygodni, ale znów tu jestem. Całkiem odmieniona i nie całkiem sama. A oto rozwiązanie zagadki mojej długiej nieobecności i milczenia.

Nasza rodzina powiększy się, mam nadzieję szczęśliwie, w styczniu. Pomału nabieram sił i energii twórczej, choć komplikacje które się pojawiły zmuszają mnie do dużego odpoczynku, nie pozwalają na wiele rzeczy i przede wszystkim wprowadzają niepokój. Ale, ale uszy do góry. Najważniejsze to myśleć pozytywnie i wierzyć w to najlepsze zakończenie.
Dzisiaj kolejny piękny dzień, z kawą na śniadanie i słodkim zapachem polnego bukietu ( nazbieranego wczoraj na podkrakowskiej wsi) roznoszącym się po całej kuchni. Słodko.
Jeśli czasem ktoś tu jeszcze zajrzy, miłego, letniego dnia.