maja 29, 2009

Uczysz się czegoś każdego dnia.

Hej. Piątek wieczór, tydzień zbliża się ku końcowi. Obfitował w dobre i gorsze chwile. Mówi się, że uczysz się czegoś każdego dnia. Dobrze o tym wiedzieć, by jakiejś ważnej nauki nie przeoczyć. Ostatnie kilka dni były dla mnie niezłą lekcją od życia. Zachowam w pamięci to, co istotne. A powyżej zeszłotygodniowa Little collection 57 , a poniżej najnowszy obraz do którego szkic wykonałam jakiś czas temu. Duży format i moje pastele. Mój świat i moje Ja.

"Noc wcale nie jest taka straszna,
gdy ma się serce
pełne
nut
i stado słoni w zanadrzu.
Każdy z nich zmienia się w razie draki
w słoneczko (...)"
To fragment wiersza mojej cioci, uwielbiam go. Jest pełen miękkiej i ciepłej czułości.
Miłych chwil i słońca na weekend.

maja 26, 2009

Manggha.



Hej wtorku. Mieliśmy dobry weekend. Długi i zakończony ucztą kulturalną w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Nacieszyć oko obrazem, zdjęciem, dobrą wystawą to jak wziąć głęboki haust rześkiego powietrza i spokojnie odetchnąć z zadowoleniem. Prawdziwa uczta dla ducha. Samo muzeum jest również niezwykłe. Byłam tam wiele razy i chętnie tam wracam. Jest tam również coś co wzbudza mój zachwyt. Jedna ze stron muzeum gdzie mieści się biuro wychodzi na bardzo ruchliwą ulicę. I teraz, jak niezwykle ktoś to zaprojektował. Tą część od ulicy odgradza mur tworząc rodzaj zacisznego podwórka, na którym jest rzeźba wodna z kamieniami (zdjęcie na samym dole) i soczysto zielona trawa. Zacisze i odpoczynek dla oka. Siedząc w biurze pracownicy nie widzą drogi, nie czują bycia w centrum miasta. Ściana biura jest przeszklona, a zaraz za nią woda i zieleń. Prawdziwa sztuka projektowania. Do samego muzeum z kolei wędrowaliśmy uliczkami Krakowa odkrywając kolejne urokliwe miejsca , jak to powyżej z cicho szemrającym źródełkiem i wystrojem w stylu śródziemnomorskim. Spędziliśmy tam wczorajsze popołudnie smakując dobrą kuchnię i popijając zimną wodę z cytryną. Taka mała uroczystość:)
Dzisiaj otwieram szeroko okna i wpuszczam słońce oraz miejskie drobinki pyłu tańcujące w świetle i opadające na parapet. Kawa jest mocniejsza i bardziej gorzka, ale dobra.

maja 22, 2009

Nowy plan.


Hej, piękny, spokojny poranek. Niecierpliwie czekam, aż moja kawa będzie gotowa i zapach rozniesie się po kuchni. Wczoraj. Moje paczuszki prezentowe"ubrane" w odświętny, ręcznie zdobiony papier powędrowały w świat. Uwielbiam to robić, zawijać, ozdabiać, przewiązywać i dawać. Wspominam o tym, bo to jedna z tych rzeczy, które sprawiają mi czystą radość.
A poniższe kompozycje są już częścią nowego planu, który postanowiłam realizować. Mamy teraz fajny czas, kiedy biegamy w kolorowych spódnicach i sandałach na dwa paski, kiedy słońce spala ramiona i igra wesołymi płomykami we włosach. To czas, kiedy łatwiej nam zdefiniować szczęście.
Jakiś czas temu w poszukiwaniu tematu (słowo + obraz=temat) zaczęłam wypisywać sobie co czyni mnie szczęśliwym człowiekiem. Wcale nie proste, bo czym ono się różni od np. takiej radości choć radość może być jego wynikiem. To stan w którym każda cząstka mnie śpiewa i jednocześnie ogarnia mnie spokój, harmonia i radość z bycia tu i teraz. Czy może to być stan długotrwały? Czy nie jest tak, że o szczęściu stanowią raczej urocze sekundy? Zostawię to na razie. Tak czy inaczej zaczęłam od pięciu punktów a skończyłam na kilku stronach i z czasem dodaję kolejne pozycje. Zrobię z tego książeczkę słowo + obraz (nie tylko zdjęcia). Może się okaże, że to będzie podróż, by usłyszeć swój własny głos. Trochę to proste i banalne, ale może gdzieś na dnie... To temat, który daje dużą swobodę twórczą. Rysunek może się przeplatać ze zdjęciem, malunkiem, słowem. Kolor jest również szalenie ważny! Niech siłą wyrazu będzie treść. Będzie to mój skarb na pochmurne, złe dni. Drugą książeczkę też już ma w planie (a może to będzie forma planszy) z odpowiedzią na hasło, "co czyni moje życie bogatszym i co sprawia, że chcę być lepszym człowiekiem". Trudniejsze, zostawię to więc na zimowe wieczory.


Dzisiaj kradnę czas dla siebie. Jeszcze śniadanie i po cichu zamykam się w pracowni. Mam nadzieję, że uda mi się rozpocząć pracę nad nowym obrazem. Moje myśli są strasznie rozbiegane i chciałabym zrobić zbyt wiele rzeczy na raz. OK, krok po kroku.
Miłego dnia.

maja 20, 2009

Tęczowe kaloszki.




Dzień dobry. Nota z nad dymiącej, porannej, czarnej jak smoła filiżanki kawy. Wiecie, chyba tak już zostanie. Pisanie o poranku...hmmm. Nastąpiły zmiany w naszym codziennym, dawno temu ustalonym harmonogramie dnia. Postanowiliśmy odpuścić Stasiowi dzienną drzemkę i zastąpić ją sjestą w trakcie której czytamy i polegujemy. Nagle zabrakło mi czasu i trudniej jest mi się zorganizować. Mamy za to nowe rytuały i nowy porządek dnia. Duża zmiana.
Od kilku dni za oknem kłębią się chmury, z których co jakiś czas spada porządny, wiosenny deszcz. Lubię ten zapach, który unosi się potem w powietrzu. Zieleń na tle szarych, kamienicznych murów jest teraz bardziej jaskrawa i wysycona. Tak czy inaczej jesteśmy przygotowani nawet na najgłębsze kałuże. Tęczowe kaloszki mogą wszystko:) Stasiu tak je uwielbia, że postanowił w ich doborowym towarzystwie zjeść swoje śniadanie. A wczoraj, gdy najspokojniej w świecie sobie spacerowaliśmy złapała nas wielka ulewa. Dosłownie oberwanie chmury. Zwiewaliśmy, aż się kurzyło (albo raczej chlapało) za nami. Trochę przemoczeni (parasol i kaloszki nas uratowały) wypiliśmy w domu gorącą, miętową herbatkę i z uczuciem dobrze przeżytej przygody zagłębiliśmy się w książkowe historie.
Dolewka kawy i zaczynam nowy dzień.

maja 15, 2009

Bez koloru.



Tydzień pomału dobiega końca. Cieszę się na wspólny weekend choć zapowiada się on bardzo pracowicie. Wróciłam do mojej plan listy i powolutku odfajkowuję poszczególne punkty. Dziś na kilka godzin przyszła niania (juhu!). Rozpoczęłam pracę z moimi nowymi (super, extra) ołówkami - są takie świetne bo wodorozpuszczalne. Najmiększy z nich ma grubość 8b i można nim zrobić mocną czerń. Pierwszy szkic jest do nowego obrazu z kapelusznikiem, który gdzieś tam błąka się po mojej głowie. Dawno już nie pracowałam w ten sposób z ołówkiem i było to miłe odświeżenie warsztatu. Odnajduję jakąś dawną Ja smarującą tuszem, węglem i ołówkiem, odbijającą czarne palce na białym papierze. Denerwowało mnie to wtedy bardzo, gdyż lubię przejrzystość i czystość na kartce. Cóż, poczułam ledwie uchwytny zapach przeszłości i odkryłam gdzieś porzuconą garstką wspomnień.
A po południu idę po kalosze. W lipcu czwarty raz z rzędu jedziemy w pewne agroturystyczne (cudowne) miejsce i tym razem postanowiłam, że będę mieć odpowiednie, błoto odporne obuwie. A co! Staśkowi też zakupię i będziemy razem chodzić na ślimaki.
Miłego weekendu

maja 14, 2009

Tylko powidok.



Hej, to już czwartek. Udało mi się uszczknąć trochę czasu dla siebie i odrobinkę podziałać twórczo. Powstały Little collection 55 i 56. Dwie zupełnie różne prace. Ostatnio mam wielką ochotę zarówno na malowanie akwarelą jak i rysowanie ołówkiem (tak dla odmiany i wpuszczenia trochę powietrza albo raczej ekspresji do moich prac). Świat wokół inspiruje do szukania innych niż dotychczas gam kolorystycznych. Zielenie, żółcie i brązy dominują, turkusy dopominają się o swoją kolej, oślepiająca biel framug zaokiennych przykuwa wzrok i sprawia, że chce się na nie ciągle patrzeć. Dookoła soczystość i żywość natury. Szkoda, że tak trudno to uchwycić, złapać kadr i tak już zapamiętać. Mam tylko powidok w oczach i wielką chęć by dalej próbować, by dalej chwytać.
Zrobiłam sobie również papiery do pakowania prezentów. Zbliżają się różne okazje więc dla małych i dużych solenizantów popełniłam papierowe wariacje, które być może wystąpią w różnych wariantach kolorystycznych (w zależności od prezentu). Te tutaj są wykonane na zwykłym papierze pakowym, przy użyciu stempla i kredek (na ciemnym tle bardzo ładnie"siadają" kolory). Niby nic wielkiego, a cieszy.
Dziś dodatkowa filiżanka kawy extra.

maja 12, 2009

Majowy czas.




Hej tam! Witajcie! To możliwe? Wszystko stało się lepsze. Nie, nie urosły mi skrzydła, ale lekko stąpam po ziemi. Czuję się tak, jakbym wzięła potężny łyk krystalicznie czystej wody po długiej wędrówce w upalny dzień. Dobry czas. Wspaniały, rodzinny wyjazd. Las, woda, słońce, trochę deszczu, trochę wiatru, chmury biegnące po błękitnym niebie, rozmowy, zabawa, jagodowe bułeczki, zupa dyniowa, koperek i pietrucha prosto z ogródka. Można by tego wymieniać jeszcze dobrą chwilę. Dla mnie był to również czas nauki. Starałam się okiełznać "cztery kółka". Niby prosta czynność, ale gdy siadałam za kierownicą paraliżował mnie strach. Może krok po kroku uda mi się pokonać "potwora":)
Pomału odnajduję się w mieście. Wczoraj wreszcie porządnie łupnęło i chlusnęło z nieba. Teraz ziemia złapała oddech i obmyła twarz. Będzie jeszcze więcej zieleni! W Sandomierzu, u mamy czeka na mnie pachnąca skrzyneczka pełna ziół. Nie mogę się doczekać gdy wystawię ją u siebie za okno. Będę skubać miętę, szałwię i bazylię z własnego mini ogródka:)
Miłego wtorku.