

Minął okrągły tydzień. Znów tu jestem i tym razem nie tylko słowem, ale też osobistym wizerunkiem. Tak teraz wyglądam w pełnej okazałości i krągłości, tylko samopoczucie jest nieco odmienne. Dlaczego? Ostatni pobyt Stasia w przedszkolu znowu zaowocował jakąś infekcją. Powolutku powracamy do siebie po kolejnej rundzie z wirusem. Do przedszkola nie ma kto chodzić i strach do niego puszczać. Myślę, że cały ten tydzień będę ze Stasiem w domu. Zmagamy się u naszego malca z nietolerancją pokarmową, do czego dochodzi nam jeszcze nadwrażliwość oskrzelowa i stąd biorą się nasze problemy. To pierwsze, to w sumie żaden problem, trzymamy dietę już od bardzo dawna. Nauczyłam się odpowiednio gotować i przygotowywać różne smakołyki. Staś na tej diecie rośnie jak na "drożdżach", ma bardzo dobry apetyt (hmmm waży prawie 20 kg) i wbrew pozorom ma niezłą odporność, bo każdą infekcję szybko zwalcza. Przynajmniej do tej pory. Od trzech lat leczymy się bez antybiotykowo! Bardzo bym chciała, by tak zostało. Najtrudniej jest z przewlekłym kaszlem mającym podłoże alergiczne. Niby nic wielkiego Stasiowi nie jest, a kaszle, aż się zanosi. Wtedy kilka dni w domu i znowu przedszkole. Ciągnie się to od września i już na prawdę jesteśmy tym zmęczeni. Teraz mieliśmy bardzo ciężkie dni, ale dzisiejszy dzień jest zwiastunem, że następuje poprawa. Brakuje mi już trochę sił, ale staram się wyrwać (dosłownie) kilka chwil dziennie na rysowanie czy projektowanie. Wiem, że sporo rzeczy z mojej plan listy będę musiała przełożyć na czas nieokreślony, ale mam zamiar zrealizować plan minimum. No i nie martwić się tym, bo szkoda dnia, czasu i życia. Powyżej, poza moimi skrzydlatymi autoportretami obraz tego jak wygląda teraz mój warsztat pracy. Jest więc ołówek, kremowy papier, strugaczka, gumka myszka i pomysły na little collection oraz malowane opowiastki. To już coś.Wszystkim tu zaglądającym życzę dużo zdrówka i dobrego dnia!















