stycznia 29, 2009

Biały.


Witaj biały czwartku. Dziś świat przybrał śnieżny kożuszek. Jest jaśniej, pogodniej i jakoś tak raźniej gdy z nieba prószy białym puchem. Wczoraj brodząc w śniegowej chlapie i ciapie poszliśmy na wieczorny spacer. Czuć było już ochłodzenie i ponowne nadejście zimy. Gdy spadnie śnieg nasz park wygląda zupełnie spokojnie (jakby drzemał), nie jak podczas ostatniej mgły, gdy zamienił się w obraz wyjęty prosto z epoki romantyzmu - dramatyczny i tajemniczy.
Jak przyjemnie jest dzisiaj wyjrzeć przez okno (choć widać tylko podwórko - studnię).
Co nas czeka w ten piękny dzień? Mam nadzieję, że same miłe rzeczy. Spacer, zakupy, spanie (dla jednych), praca (dla drugich), rutyna, jeszcze praca i jeszcze raz rutyna. Zwykły a wyjątkowy (bo kolejny ) dzień. Stasiek chce w kółko słuchać Da dou ron ron - co ja narobiłam, tak nie chciałam tych fasolek, to teraz mam!
W menu brokuły i może deser z powyższego przepisu.
Pyszna kawa!

stycznia 28, 2009

Ten, który medytuje.

"Co Pan robi od rana do wieczora? - Doznaję siebie." Emil Cioran


"(...) Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy. . . Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz i z czyjej woli przeznaczono mi to miejsce i ten czas? Czemu moja wiedza jest ograniczona? Mój wzrost? Moje trwanie raczej do stu lat niż do tysiąca? Jaką rację miała natura, aby mi dać to właśnie, aby wybrać raczej tę liczbę niż inną? Toć w nieskończoności liczb nie ma racji wybrać raczej tę niż inną, nic nie przemawia za tą lub ową!" Blaise Pascal

Obraz skończony. Tym razem medytujący kapelusznik. Praca spora o wymiarach 56 / 42 cm. Wykonana akwarelą, pastelami i złotym akrylem. Ten ostatni połyskuje na kocu, kapturze, kapeluszu i owocach. Kontrastuje z matowością pasteli i przejrzystością akwareli.
Ukazałam postać kontemplującą siebie i świat, a może wsłuchującą się tylko w rytm własnego serca, kontrolującą ocieplające wdechy i ochładzające wydechy. Postać skupioną, trwającą w bezruchu, w byciu tu i teraz.
Dzisiaj.
Ciężkie chmury tłoczą się nad miastem, co jakiś czas siąpi coś z nieba. Smutną twarz ma widok za oknem. Dlatego ze Stasiem malujemy, na czerwono, żółto, niebiesko, zielono. Odbijamy stempelki farbując sobie ręce tuszem na fantazyjny fiolet. Nie zmyjemy tego łatwo, oj nie. Deser pachniał nam z piekarnika (może jutro wstrzelę przepis) i zagrzewał do coraz bardziej ekspresyjnej zabawy. Słuchaliśmy (cudownie, coś innego od "Fasolek" i "Arki Noego") Les plus belles chansons françaises - 1963. Oczywiście mieliśmy przebój Da dou ron ron (Jerome) co brzmiało w wykonaniu Stasio Du du ła ła ła i musiało lecieć cztery razy z rzędu i dopiero cała płyta (a potem od nowa i tak całe przedpołudnie). Wesoło się gibaliśmy i bujaliśmy w takt muzyki -
param pam pam pam param pam pam pam.
Na przekór smętnej aurze szerokie uśmiechy wystąp.

stycznia 27, 2009

Do pracy.

Halo. Dziś mamy podobnie jak wczoraj całkiem ponurzasty dzionek. Praca jest w toku, aż kredki trzaskają. Maluję kolejny obraz z kapelusznikiem w roli nadrzędnej. Format duży, technika mieszana, temat na tą chwilę najulubieńszy - kocyk, owoce, medytująca postać wielkiego kapelusznika, piasek, przestrzeń, błękit nieba. Psssyt to miała być na razie tajemnica. Dodatkowo lakierowanie parawanu i praca koncepcyjna nad różnymi tam takimi i owymi... Dziś przy pracy całkiem się relaksuję, przedpołudnie mija mi w sekundzie. Uwielbiam te wszystkie kredki, farby, kremowy odcień bieli na papierze. Lubię tą niepewność nim coś wyłoni się na kartce papieru. Po skończonej pracy cieszy mnie gdy mogę narzędzia pracy układać, myć pędzle, docinać nowe formaty papieru, myśleć o kolejnych pracach - to mnie na prawdę odpręża i czuję prawdziwą harmonię oraz sens tego co robię. To wszystko zmienia się gdy coś zaczyna mi nie wychodzić, gdy nie jestem zadowolona ze swojej pracy - wtedy łatwo rozsypuję się na milion smutnych cząsteczek, które trudno pozbierać do kupy. Nie krzyczę, nie wrzeszczę, raczej uciekam do swojej skorupy i łypię smętnym wzrokiem na świat. Ot i taki mój los - (szumne to będzie słowo) artysty.
Na dziś. Zaglądam do menu, mamy coś z kuchni meksykańskiej i typowo polskiej. Może wymyślę dodatkowo coś na deser(poprawka, muszę coś wymyślić na deser, bo dla Stasia to norma bezwzględnie obowiązująca).
Co jeszcze masz dla mnie wtorku?
Popijam ciepłą wodę z cytryną (wtorkowa odmiana, a co!)

stycznia 26, 2009

Z pociągu widać potwory.



Witaj. Mamy poniedziałek. To był miły weekend. Temperatura nie spadła poniżej zera ( co mnie smuci), śnieg spłynął pozostawiając po sobie bury i smętny świat. Wniosłam trochę radykalnych zmian do własnego wizerunku. Mogę pochwalić się nową, krótko obstrzyżoną fryzurką. Popracowałam nad little collection (powyżej), poprawiłam botaniczne wzorki (poniżej) i trochę poszkicowałam. W planach sporo pracy tej zaległej i tej, która mi się już zarysowała na horyzoncie. Ach, czy ktoś lubi taką pogodę? Zupełnie nie mogę zebrać myśli. Na zewnątrz jest na prawdę przygnębiająco, ale od czego ma się wyobraźnię. Można wtedy zobaczyć zielone słonie, ptaki na różowawym niebie, a poszukując piękna wewnątrz muszli usłyszeć szum morza. Uwielbiam muszle, ich kolor, fakturę, kształt. Mam ich zresztą całą kolekcję, tylko niestety nie mam ich gdzie trzymać (jakieś małe łapki strasznie w nich broją).
Dzisiaj ze Staśkiem wyobrażamy sobie, że jedziemy pociągiem. Ile pasażerów ma ten pociąg! Ile pięknych miejsc mijamy po drodze, a ile potworów. Wyskakuje ci taki Staś z pociągu i woła: "ty, ty, ty potworze" i ratuje z jego strasznych łapsk biedną myszkę Pi Pi. Mały Bohater. Świetna zabawa.

stycznia 23, 2009

Zielono mi.


Myśl na dzisiaj: Życie człowieka ma kolor jego wyobraźni. Marek Aureliusz
Po deszczowych dniach przyszedł czas na mglisty klimat. Świat spowija szara szata sprawiając, że dzień mija nam w tempie lento (co znaczy powoli). A ja mam ochotę na trochę koloru, dużo, dużo soczystej zieleni. Tak powstała zielona kompozycja, prosto z kuchennych zasobów.
Przedwczoraj wieczorem poszliśmy na spacer "w deszczu". Lubię takie chwile, gdy bierzemy kawę na wynos (mamy ulubioną kawiarenkę sprzedającą przede wszystkim ciasteczka) i przemierzamy brukowane uliczki krakowskiego rynku. Lampy i ozdoby świąteczne mieniły się w kałużach, stwarzając w oku wrażenie lśniącej tafli. Nie przeszkadzał nam deszcz, raczej potęgował klimat jak z jakiegoś karnawału.
Wczoraj Stasiek był prawdziwym diabełkiem, dziś dla odmiany schował różki i ogonek stając się wesołym, brykającym aniołkiem.
Powyższy ptaszek to projekt nadruku na koszulkę. Motyw powstał na podstawie tej oto pracy.
Pracowity weekend mnie czeka! Oprócz zwykłych domowych obowiązków, trochę twórczej pracy (mam nadzieję).
Dopijam swój ulubiony napój i słucham stasiowych opowieści w tle.


stycznia 21, 2009

Przyjaciele.


Pewnego razu, za górami, za lasami, w pewnej miejskiej krainie, w małym wrzosowym mieszkanku żyło troje wielkich przyjaciół. Czas mijał im pomalutku acz wesoło na rozmowach i wspólnej zabawie. Jeden z nich o imieniu Staś był całkiem miłym chłopcem, który lubił marzyć, a jego wyobraźnia podsuwała mu różne, niesamowite historie. Jednak ta historia jest zupełnie inna...
Tak mogła by się zaczynać opowieść o wielkiej przyjaźni dwóch uroczych pacynek - Myszki Pi Pi i Hipcia oraz małego chłopca, który tak się składa jest naszym największym skarbem. Nie znamy jeszcze jej zakończenia, ale z przyjemnością czytamy ten rozdział z naszego życia.
Dzisiaj trochę tego, trochę owego. Główne danie dnia złożone z rutyny, ze szczyptą nowości jaką jest wyprawa w dawno nieodwiedzane rejony miasta.
Już pokazało się słonko i zagląda tu do nas, mamy piękny dzień!
Pyszna kawa.

stycznia 20, 2009

Rutyna i inspiracje.

Pogodny wtorek. Dzień dobry, dobry, dobry - mamy dzień pracowniany. Trochę jazzu w tle, kubek z najlepszą delicją świata (znaczy się kawą) w ręce i do dzieła. Rozpoczęłam taki sobie mały cykl (ja i to moje segregowanie, porządkowanie zupełnie nie jak u artysty) związany z botaniką. Skrobię sobie takie bardzo proste malunki, właściwie wzory, które jakoś potem wykorzystam (wspominałam o tym wczoraj). Ach, jak ja lubię motywy roślinne. Zmajstrowałam sobie taki oto (tzn. jak powyżej) wianuszek z papierowych kwiatów, pięknie się prezentuje tuż, tuż koło okna, w sam raz blisko kwiatów. Jak już zaczęłam pracę z klejeniem papieru, to wzięłam się również za album grudniowy. Właściwie maszyna też się przydała, stukała, pukała i wyszyła wieloelementowy ornament do okładki. Zdjęcia do niego mam prawie gotowe, jeszcze przygotować formaty i zanieść wszystko do druku. Część digitali też przeleję na papier 30 / 30 cm, a co! Ten "rutynowy" z samego dołu tego posta też. Poniżej mój różany portret, w tle mury wewnątrz klasztoru sióstr Karmelitanek - niezwykły kolor. Uwielbiam to miejsce, ten spokój, tą aurę, ten azyl w samym centrum miasta.
Wczoraj z biblioteki przytaszczyłam "Emancypantki" Prusa, opasłe tomiszcze formatu, jedyne A4! Niech tam...!
Dziś na obiad serwuję tagliatelle ze szpinakiem skomponowanym ze śmietaną, czosnkiem, przyprawą włoską, solą i pieprzem. Pychota.





Ten digital jest absolutnie zainspirowany scrapbookingiem Ali Edwards. Już wcześniej o niej wspominałam. Wszystko co robi mnie inspiruje i jestem jej wiernym fanem.

stycznia 19, 2009

Jeśli umiem patrzeć.





"Jeśli umiem naprawdę patrzeć, mogę odkryć tyle niespodzianek i cudów na tym świecie" (Phil Bosmans)
Motto nie tylko na dziś.
Hej, hej mamy poniedziałek. Czym nas obdaruje ten nowy tydzień? Czy ktoś postrzega poniedziałki w takich kategoriach?
W zeszłym tygodniu powstały kolejne Little collection 32, 33, 34.Takie sobie obrazeczki, takie sobie opowiastki. Mam w głowie pomysł na cykl motywów roślinnych i wykorzystam go nie tylko w akwareli ale również w grafice komputerowej i może nadruku na materiale. To taki mały plan. Tylko ciiicho bo sobie zapeszę i nic mi nie wyjdzie.
Weekend minął pod znakiem podganiania robótek domowych, pieczenia ciasteczek i tworzenia nowej kompozycji około okiennej. Jest to tak zwana domowa działalność twórcza. Lubię taki czysty dom z nowym, miłym akcentem.
Kolor, który ostatnio mnie inspiruje i wywołuje mały dreszczyk zadowolenia to blady róż. Takiego koloru były goździki do niedawna stojące w naszym wazonie, tego koloru są mury wewnątrz klasztoru sióstr Karmelitanek, miejscami śnieg łapie różane refleksy, skończyłam czytać książkę o Lilce (czyli Mari Pawlikowskiej Jasnorzewskiej). Szukam go wszędzie wokół nas i odnajduję go też w sobie.
Dzisiaj wyjrzało słoneczko, ogrzało ziemię bardziej niż ostatnio więc mamy pluchę, ciapę i wodę po kostki z topniejącego śniegu.
Staram się jeszcze lepiej zorganizować ze wszystkim tak, by mieć czas na te ważne i nieważne, przyjemne i mniej przyjemne sprawy. Próbuję do rutyny dnia codziennego wprowadzić przysłowiowy "złoty środek" i zastosować "złoty podział".
Nie mam co czytać, z braku pomysłu wyciągnęłam "Anię (...)". Po południu biorę Staśka "pod pachę" i lecę do biblioteki. Migiem!
Dzisiaj południowa kawa z kruchym (chrup, chrup) ciasteczkiem.

stycznia 15, 2009

Jakiego koloru są drzewa.


"Jakiego koloru są drzewa? Pytanie to wielu osobom wydaje się najbardziej banalne z możliwych.
Prawdopodobnie wielu z nas nigdy nawet nie przyjrzało się uważniej ani liściom, ani korze, nie mówiąc już o próbie postawienia pytań o to, czy ich kolor ma dla nas jakiekolwiek znaczenie. Odpowiadając powiedzieć można, że większość z nas powie po prostu, że pień i gałęzie są czarne (lub brązowe) a liście – zielone. I tyle! Jednak… Sprawa nie jest wcale tak prosta. Z powodu obecnej pory roku dopuszczamy naturalnie parę innych możliwości: liście zaskakują nas barwami: żółtą, czerwoną, pomarańczową. Kora nie zmienia się tak bardzo. Jednak ten prosty przykład pokazuje, że pytanie o barwę ma kilka dobrych odpowiedzi, nie tylko jedną! Jeszcze innych przykładów dostarcza nam sztuka. Na obrazach znanych mistrzów znajdziemy drzewa we wszystkich niemal barwach tęczy: czerwone, fioletowe, błękitne, pomarańczowe, a czasem posiadające wszystkie te barwy równocześnie! Dlaczego tak się dzieje?
Czy artysta widzi świat inaczej? Dlaczego drzewa namalowane błękitem wydają się czasem znacznie bardziej prawdziwe niż zielone? Ile kolorów ma świat? Czy artysta używa ich dowolnie? Czy drzewo czerwone jest mniej „prawdziwe” niż zielone? To pytania, które prowadzą nas w krainę sztuki.
Postawić ich można znacznie więcej. Czy wszyscy widzimy świat w tych samych barwach? Czy któraś z nich jest piękniejsza od innych? Czy kolory coś nam mówią? Czy my sami możemy coś wyrazić za ich pomocą? Czy sztuka może przekazywać informacje? Co my sami możemy przekazać za jej pomocą? Do czego służy sztuka i co tak naprawdę jest prawdziwym dziełem sztuki? Czy arcydzieło jest do czegoś podobne?
Pytanie o kolor drzew jest pytaniem o początek wszelkiej sztuki. Pytania o sztukę są pytaniami o człowieka i jego świat. O nasz obraz świata. O obraz człowieka w świecie. Warto wiedzieć w jakich barwach go malujemy. Skąd one się biorą? I co oznaczają?
Spróbujemy przygotować paletę. Na początku nakładamy na nią wszystkie możliwe farby! Dopiero na końcu wiemy, które z nich okazały się najlepsze. Każdy obraz wymaga swoich własnych kolorów. Których? I dlaczego tych? Tego uczy sztuka!"

Dr Ewa Herniczek


Ten tekst znalazłam poszukując informacji o mojej byłej Pani profesor od historii sztuki (wzmiankowanej wyżej E. Herniczek). Prosto i pięknie poruszony temat. Pytania, do których odpowiedzi mogą być popisem dla naszego intelektu, rzeczy o których warto porozmawiać z dzieckiem, nakreślając mu nieograniczoną potęgę ludzkiej wyobraźni.
Dziś.
Puchowa, śnieżna pierzyna ciągle okrywa miasto, choć jest dużo cieplej. Idealna pora na spacer i na białą zabawę. Poczytujemy Kubusia Puchatka i wesoło sobie podśpiewujemy.
Jeszcze szybciutko skrobnę o aktualnych najlepszych przyjaciołach Staśka.
Niewątpliwie są nimi Myszka Henryczka, Myszka Pi Pi (pacynka) i Hipcio(również pacynka). Latają wspólnie helikopterem na pikniki i łowią ryby z krzesła. Żyć, nie umierać! Hopsasa do lasa:)) Piękny dzień!

stycznia 14, 2009

Cisza.




Motto na dzisiaj.
" In quietness and in confidence shall be your strenght"
Po wczorajszym zabieganiu dzisiaj potrzebuję ciszy. Ciszy nie zewnętrznej lecz wewnętrznej. Wyszperałam stare prace w których panuje spokój, naturalny rytm natury, nuta zadumy. Szczególnie węglowe prace mają dużo powietrza, oddechu w sobie i już mam ochotę przełożyć je na większy format. Te zaprezentowane tutaj (o ile mnie pamięć nie myli) mieszczą się na A4.


Nie pierwszy i nie ostatni ptak w moim malarstwie. Czapla jest w nim wyjątkowo wdzięcznym motywem. Na innych pracach można zobaczyć ją tutaj i tutaj. Jak widać skrzydlatych przyjaciół najbardziej lubię wymalowywać akwarelą- idealnie do tego subtelną i delikatną. Przyroda kusi pięknem i harmonią. Tak na prawdę wszystko w niej jest gotowym obrazem, trzeba go tylko wydobyć, by ujrzał światło dzienne i doświadczył oglądu świata bez którego przecież nie istnieje.
Dziś,
ćwiczę swój głos czytając Misia Uszatka i niezmordowane Muminki - Staś siedzi jak zaklęty.
Delektuję się pyszną, czarną kawą z dodatkową (extra dziś) truskawkową konfiturą ( z różanej miseczki). Niebo...
To zestawieni smakowe chodzi za mną od czasu zasłyszenia pewnej historii.
Moja mama bywając u swojej ciotki mieszkającej bodajże w Kętrzynie, brała udział w tamtejszej celebracji parzenia i picia kawy. Ziarna tejże suszyły się na wielkim piecu, ciotka mieliła ją w ręcznym młynku, tak iż zapach roznosił się po całej izbie. Następnie gotowała ją w tygielku i gorącą(jak z piekła) oraz czarną jak smoła rozlewała do filiżanek, wyjmując do tego z kredensu najlepszą truskawkową konfiturę. Poezja.W mej młodej głowie ten wspaniały obraz zagościł już chyba na zawsze.
Całe szczęście mama co roku smaży (przez trzy dni) konfitury i dostępny jest mi ten niebiański przysmak.

stycznia 13, 2009

Grający z piłkami.


"Długo nam jeszcze przyjdzie się uczyć, jak być samym sobą" (Dostojewski). Cytat ten w jakiś sposób łączę z tym obrazem. Ta praca powstała na podstawie Little collection 19 i od dawna chodziła mi po głowie. Dziś udało mi się ją ukończyć (hip, hip). Wykonałam ją w bardzo mieszanej technice (akwarela, suchy pastel, akryl - na kapeluszu, ładnie się mieni) i na sporym formacie 56 / 42 cm. Kapelusznik, postać bez twarzy, rzecz dla mnie charakterystyczna i symboliczna. Lubię tych moich bezimiennych, co czasem mogą być:
niosącym kwiaty
czasem melancholią,
samotnikiem,
aniołem.
Nie odzwierciedlam w nich rzeczywistości, raczej snuję świat wzięty z wyobraźni, stan ducha, emocje. W tym wypadku grający z piłkami, to grający z życiem. Podejmujący tę grę z wieloma elementami...Czynny nie bierny.
Dzisiaj twórczy, ale też zabiegany dzień. Kiedy dreptałam raniutko naszymi uliczkami latarnie jeszcze świeciły i rozmazywały mrok -piękna to była pora (obca dla mnie ), świtanie. Budzenie się miasta. Mróz otrzeźwił i zaparł mi dech, w tle kumoszki zaczynały się targować, a ja pomyślałam czemu częściej nie spaceruję o tak dziwnej porze.

stycznia 12, 2009

Każdego dnia...


Haloo słoneczny poniedziałku. Dziś krótka nota filozoficzna. Rzecz o celebrowaniu dnia, a raczej jednej rzeczy w nim zawartej. Dla mnie jest nią poranny rytuał picia kawy. Tak zaczynam każdy dzień, to mój początek, część mojej historii, część mnie. Och, gdybym to mogła lepiej oblec w słowa! Lubię wstać wcześniej, by spokojnie zmielić ziarna kawy (których większą ilość trzymam w zamrażalniku), wsypać je do parzydełka i wsłuchać się w ulubiony pyrkający odgłos, otulić zapachem delikatnie rozchodzącym po kuchni. Potem skulona w fotelu z książką w ręce celebruję tę chwilę, zaczynam nowy dzień. To chwila, którą mam tylko dla siebie, moja bezludna wyspa na której jestem tylko JA.
Czarna i mocna - moja ulubiona ( nie od zawsze).
Dobrze mieć taki punkt w ciągu dnia, by złapać oddech, czuć każdą sekundę bycia tu i teraz, zrobić po prostu coś dobrego dla siebie - każdego dnia ( jakkolwiek byłaby to tylko filiżanka kawy).
Weekend był bardzo udany, chociaż bez moich Chłopaków. Określiłabym go wyjazdem z cyklu do "miejsc magicznych", nawet jeśli jest nim po prostu czyjeś mieszkanie. Są tacy ludzie, którzy tworzą wokół siebie aurę niezwykłości. Miejsce w którym mieszkają, staje się przedłużeniem ich osobowości. Piękne i inspirujące.
Poczytuję "Zalotnicę niebieską"Magdaleny Samozwaniec o Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej (już kiedydyś-w czasach licealnych czytaną) i Leśmiana. Jest to chyba pierwsza nota literacka tutaj.
Z ostatniej chwili. Mamy old shool'owe, całe drewniane saneczki spod hali, oby śnieg nie stopniał!

stycznia 09, 2009

Jeden.













To mój debiut, pierwszy z najpierwszych - album wykonany w technice scrapbookingu. Powstał na początku zeszłego roku, jest całkiem nieduży i obejmuje moją ulubioną gamę kolorystyczną. Prosty, bez specjalnych ozdób charakterystycznych dla tej techniki. Prezentuję go teraz gdyż w najbliższych planach mam album grudniowy (powiedziało się jeden, pora powiedzieć dwa). W scrapbookingu podoba mi się idea indywidualnego zapisywania wspomnień, nie tylko (powiedzmy) ozdobnictwo lecz opowiadanie pewnej historii. Inaczej się wtedy patrzy przez obiektyw, by w poszczególnych "klatkach" zamknąć własną opowieść. Podoba mi się również idea posługiwania obrazem i słowem, dwie formy się dopełniające i tworzące wspomnienie. W swoich albumach chciałabym by bohaterem było zdjęcie i tekst, by forma nie przewyższyła treści.
Moje oko teraz już inaczej rejestruje rzeczywistość i jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Nie tylko rejestruję otaczający mnie świat, ale też go kreuję, bo nie ma obiektywnych spojrzeń. Kusi mnie ulotność chwili, którą mogę opowiedzić po swojemu, nadać jej sens, wyłowić tę jedną z wielu tworzących dany dzień, miesiąc rok.
Wczoraj był na prawdę fajny dzień. Rozgadane, wesołe przedpołudnie w rozświetlonych czterech kątach Edyty, dopieszczone pyszną kawką i szarlotką na sypko (koniecznie przepis!), zakończone spotkaniem w interesach (a właściwie chodzi o mały interesik) i miłym polegiwaniem w fotelu (Stasiu bez południowej drzemki zasnął jak kamień).
Dzisiaj praca, praca. Na razie zaczęłam obrazy, a czekają mnie jeszcze inne działania bojowe.
Weekend będzie wyjazdowy hip, hip, tralalala, tylko trzeba jutro bardzo rano wstać (to już gorzej).
Staśko oplata dzisiaj znowu o "mięsożernym krzaku" ( to z Muminków"), że siedzi (znaczy ten krzak) w garderobie ( to też jest z powyższej książki) i polecimy tam do niego helikopterem (którym jest auto, ale to już własna inicjatywa) hmmm...ciekawe...

stycznia 07, 2009

Na straganie.



Tak na prawdę przygodę z szyciem rozpoczęłam w zeszłym roku, u babci w Kolumnie. Tam złapałam bakcyla i zamarzyła mi się własna maszyna. Od jakiegoś czasu dzielnie na niej raczkuję i zaczynam stawiać coraz śmielsze kroki. Na koncie mam liczne przeróbki, torby, worki, woreczki, sowę dla Stasia i igielniki. Odkryłam, że to mój przyjaciel i kolejna pasja. Myk, myk i torba na ramię gotowa, cyk, cyk i chusteczka dla małej Oleńki uszyta, zip, zip i woreczki na klocki można podziwiać. Lubię takie robótki dla domu, cieszą mnie te chwile skupienia przy maszynie.

W naszym domu ten obrazek jest miłym akcentem dla oka. Wisi sobie trochę niepozornie koło okna i od czasu, do czasu przykuwa uwagę. To wycinek ze starej, angielskiej gazety wyszperanej gdzieś na starociach.

Dzisiaj rano było -13 stopni więc grzejemy się w domu (leniuchy i piecuchy jedne). Za to mamy moc zabawy na straganie i nie tylko. Sprzedajemy, tańczymy, ćwiczymy, skaczemy, budujemy most i robimy różne fajne rzeczy.
Jak już jestem przy owocach i warzywach omówię plany kulinarne na dzisiaj. Szef kuchni poleca:
pomidorowa z kluseczkami, lasagne ze szpinakiem w sosie pomidorowym i jabłuszka na ciepło z brązowym cukrem i cynamonem (Edytko dzięki za inspirację w tym ostatnim).
Łakomczuchy do stołu!
Kawa czy herbata? hmmmm.....


stycznia 06, 2009

Gazetka.


Zimny wtorek. Na termometrze -10 stopni. Mróz, słońce i śnieg, z którego nie da się ulepić bałwana. Dech zapiera i trzeba szybko maszerować, by się rozgrzać ziejąc przy tym jak smok (Wawelski skoro mieszkam w Krakowie). Dziś udało się załatwić dawno planowane papiernicze zakupy. Duży blok akwarelowy czeka. Błękitne (sky blue) i turkusowe kredki wypróbowane, efekt można podziwiać na powyższym obrazku. Odcienie błękitu, to jedne z moich ulubionych kolorów. Przedpołudnie minęło na szybkim sprzątaniu pracowni, zakupach, malowaniu i majstrowaniu nowej gazetki. To taka sezonowa dawka inspiracji i pozytywnej energii. Tutaj zamieszczam fragment tej pracy.



Wczoraj wieczorem poszliśmy ze Stasiem na górkę trochę poszaleć. Gorąca kawa (z Cafe Młyn), gdy brodzi się po łydki w śniegu smakuje wybornie. Nie wiem kto bawił się lepiej, my, czy nasz Skubanek. Niech żyje zabawa na śniegu, hip, hip, hurrra!
A teraz czas na herbatkę z miodem i z przyprawami.

stycznia 05, 2009

Warszawski weekend.




Weekend spędziliśmy w stolicy. Podróżowaliśmy pociągiem, podziwiając śnieżny krajobraz za oknem. Stasiu bawił się fantastycznie, lubi jak coś się dzieje. Rozsiadł się wygodnie i opowiadał historie aż do stacji końcowej. Nawet nie wiadomo kiedy dojechaliśmy do celu naszej podróży. Kochany, mały człowiek...
Dziś mamy bardzo śnieżny poniedziałek. Pada i pada od samego rana. Na spacerze brodziliśmy miejscami w głębokim śniegu, chichocząc aż miło. Najprzyjemniej jest zrobić Bach, a potem Bęc w wielką zaspę. Doczekaliśmy się zimy! Ma się wrażenie, że nasz mały świat wlazł pod wielką, białą pierzynę i odpoczywa. Wszystko się wycisza, panuje spokój i tylko pruszy i pruszy śnieg, otulając wszystko wokół...Ludzie z pochylonymi głowami spieszą do różnych miejsc, a nam brakowało tylko dźwięku dzwoneczków i może mknących sań aby poczuć się całkiem jak w bajce.
Czas, który sprzyja ciszy.
Czas, który sprzyja spontanicznej radości.
Czas, w którym patrzymy na świat przez baśniowy pryzmat.
Czas, idealny dla dzieci.
Zapomniałam dzisiaj o bardzo ważnej rzeczy. Czasem lepiej policzyć do dziesięciu.
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10.

stycznia 02, 2009

Pada śnieg.




Witaj drugi dniu 2009 roku. Jaka niespodzianka, pada śnieg! To wielki prezent. Biało, biało, biała zima! Wczoraj był wietrzny, na prawdę zimny dzień. Zrezygnowaliśmy z tradycyjnego wyjścia na ryneczek krakowski na pyszną kawę. Za to celebrowaliśmy ten dzień w domowym zakątku. Pyszne, pieczone pstrągi, zestaw serów z suszonymi pomidorami, sałata w gorczycowomiodowym sosie i dobrze schłodzone białe wino. Czarna, mocna kawa do południa i słodka, z ostrymi przyprawami oraz dobrze ubitym ciepłym mlekiem kawa zbożowa popołudniową porą. Na stole świeże goździki o delikatnej różanej barwie i aksamitnym zapachu. Czysta elegancja w domowych pieleszach. Nastrojowy początek roku. A za oknem równiutko pada śnieżek biały, w tle dominikańskie kolędy, klarnet wprowadza lekko żydowską nutę. "Przybieżeli do Betlejem" w ich wykonaniu wprowadza mnie w niezwykły nastrój, piękna muzyka. Gdyby nie widmowe chmury czające się gdzieś niedaleko było by idealnie...