marca 31, 2009

Antidotum.

Nie mogę powiedzieć, żeby wciągu ostatnich kilku dni wszystko przebiegało według mojej plan listy. Weekend był wyjazdowy więc nie ruszyłam żadnych domowych spraw. Mój zapał twórczy gdzieś wyparował sprawiając, że czuję się jak mała myszka, która chce się zaszyć w małej, przytulnej norce. Myślę o tym, by skraść skrawek nieba do tego miejsca. Ha, kto by nie chciał tego zrobić wierząc, że od tej pory wszystko będzie lepsze i piękniejsze. Poważnie, co zrobić gdy dopada nas hmm, gorszy okres, szczególnie ten twórczy. Jest całe mnóstwo sposobów. Różne rzeczy mogą wpłynąć na to, że w wolnej chwili migiem biegnę do pracowni. Jedną z takich rzeczy jest np. obraz, który widać powyżej. Namalowałam go wiele lat temu, przedstawia pracownię z mojej wyobraźni. Drewniana podłoga, duże okna, drzewko, mnóstwo światła, brązy i błękity. Praca ta wisi w mojej kuchni i ile razy na nią patrzę, tyle razy czuję tą specyficzną atmosferę, gdy siadam przy stole, wyciągam farby i czystą kartkę papieru. Wiele jest takich inspiracji, które dają mi potrzebny zastrzyk energii. Czasem to jednak nie wystarcza. Najlepszym antidotum na brak weny jest praca. Tak, właśnie praca, nawet jeśli wszystko co robię wydaje mi się złe i gorsze od tego co do tej pory zrobiłam. Bo kto wie, czy takie doświadczenie i wnioski jakie z niego wyciągnę nie spowodują, że następny krok do przodu będzie dwa razy dłuższy. Najgorzej jest wypaść z rytmu. Tak mi się wydaję z własnego doświadczenia, może się mylę.
A dzisiaj przedstawiam kolejną akwarelę. Tym razem powstała praca dla małej Hani. Dość duża jak na akwarelę, bo 20 / 29 cm. Oprawię ją w passparteau i w ręcznie malowaną ramę. Pierwszy raz namalowałam czystą akwarelę na tak dużym formacie bez użycia dodatkowego medium jak pastele czy akryl. Lubię mieszać techniki więc jak na mnie to nowość.
Wieczorową porą mam nadzieję zebrać w sobie wszystkie siły i popracować trochę w pracowni.


A teraz w ramach dużego zastrzyku energii zaserwuję sobie waniliową latte. Polecam wszystkim!
p.s
Wczoraj na obiad mieliśmy gołąbki. Stasiu pyta taty: No jak tam twoje ptaszki tatusiu, bo ja mam wrony (powiedział Staś ochoczo wcinając kopytka). Tylko nie mają skrzydełek...

marca 26, 2009

Dzionek szalonek.

Urodzinowy dzień za nami. Ciekawe jaki będzie kolejny rok Stasia. Co nowego odkryje, jakie nowe umiejętności zdobędzie, jakie historie nam opowie i które z nich rozbawią nas do łez. Już się cieszę.
Jednym z prezentów urodzinowych, które Staś dostał w swoje łapki była gitara. Mały, zgrabny dziecięcy instrument do którego dorobiłam pasek, by mógł ją nosić na szyi. Proszę Państwa, co to były za koncerty! A jakie plany na przyszłość. Chłopięcą główkę zaprzątała tylko jedna myśl gramy, gramy i śpiewamy. Stasiu i jego zaczarowana gitara. Słodkie.
Dziś mam dla siebie kilka godzin w pracowni. Trochę trudno mi zebrać myśli i zrobić wszystko co zaplanowałam. Wszystko mi się trochę pląta. Taki dzionek szalonek. Poniżej kolejna praca, która będzie punktem wyjścia do większego obrazu. Właściwie mam pomysł na dwa takie obrazy. Znowu będą to kapelusznicy.


Nie dałam się zwieść pogodzie. Czuję wiosnę! Wariacko uwielbiam ten czas, to nieuchwytne coś w powietrzu, co pobudza umysł i daje uczucie rześkości. Nie mogę się doczekać na ten wybuch soczystej zieleni i delikatnego kwiecia, który co roku tak samo niesamowicie na mnie działa.

marca 25, 2009

Masz trzy lata.

Nigdy nie myślałam, że będę pisać o swoim życiu. Granice intymności postawiłam obok sztuki. To tu jest mój głos powiedziałam. Zmieniłam zdanie. Dziś mam również TO miejsce i piszę tu o rzeczach prostych, banalnych, codziennych i ważnych - jak dziś.
25 marca to dzień urodzin Stasia.
Tak, to jest Twój dzień mój mały chłopczyku o figlarnym spojrzeniu. Pamiętam ten dzień trzy lata temu, gdy wszedłeś w moje życie, w moje serce i na dobre się w nim rozgościłeś. Cudownie jest patrzeć jak rośniesz na moich oczach. Jak z ciekawością zaglądasz w każdy kąt, który mijasz. Jak szczerze i spontanicznie reagujesz na świat wokół Ciebie. Tak dużo się śmiejesz. Chętnie rozmawiasz, dyskutujesz i snujesz opowieści, z nami, z ludźmi, ze sobą, z pluszowymi przyjaciółmi. Przypominasz mi każdego dnia, że życie jest darem. Uwielbiasz książki. Chcesz, by Ci je czytać, ale też sam po nie sięgasz i opowiadasz historie do tego, co przedstawiają kolorowe ilustracje. Jesteś wrażliwy na muzykę i z wielką radością patrzę jak ona na Ciebie wpływa. Gdy rozdajesz buziaki i uściski wiem, że życie z Tobą jest piękne. Wszystkiego najlepszego synku.
Mama
Od rana świętujemy. Zaraz po śniadaniu Stasiu (bardzo fachowo :)) zdmuchnął swoje urodzinowe świeczki. Właściwie zrobił to już dwa razy, bo to taka świetna zabawa. Zamiast tortu są babeczki (dla rodziców plus kawa) więc czynność tę pewnie będziemy jeszcze powtarzać.
Za oknem zima, która wraz z dniem zmienia się w wiosnę. Pomału łapię ten specyficzny rytm natury.
A po południu więcej zabawy.

marca 24, 2009

Piłka w grze.

Wielkimi krokami zbliża się do nas pewien szczególny dzień. Właściwie jest już tuż, tuż za progiem, bo jutro. Na tę wyjątkową okazję upiekłam 60 babeczek. O tym jednak na razie cicho sza. Weekendowy czas upłynął nam wesoło i rodzinnie. Odpuściłam pracownię i wszelką działalność w tym kierunku. Moja "plan lista" nie drgnęła i czeka na skreślanie poszczególnych pozycji. Mało tego powstanie kolejna lista, domowa. Ogłaszam, że od dziś poszukuję energii i sił witalnych, by sprostać wiosennym porządkom. Od czego by tu zacząć...
Dziś pogodę można rozpatrywać w kategorii światła i cienia. Słońce gra na niebie i bawi się z nami w pojawiam się i znikam, cały czas. Do tego wieje wiatr i zrywa nam kaptury z głów. Nie dbamy o to i idziemy grać w piłkę. Takie zmagania na wietrze dodają nam sił i zaostrzają apetyt. Po powrocie czeka na nas nowa literatura z biblioteki, pyszny obiad i miękka podusia (to ostatnie dla wybranych:))

Nota do siebie. "Człowiek (..) stwarza siebie". Do tej pory te słowa rozpatrywałam w pozytywnym aspekcie. Aż do momentu gdy ktoś uzmysłowił mi, że może należy zadać sobie pytanie: stwarzasz siebie, czy przyjmujesz pozę, kreujesz się na kogoś. Może żyjesz iluzją i chcesz aby inni w nią uwierzyli. Zobacz co masz na dnie własnego serca. To najlepsza wskazówka. Czasem trzeba sobie zadawać trudne pytania i z równie wielkim wysiłkiem na nie odpowiadać. Z naprawdę wielkim...

marca 20, 2009

Papierowe wariacje.


Na koniec tygodnia papierowe wariacje. Dołączę je do prezentu, który szykuję na specjalną okazję. Całość ubiorę w jasnozieloną bibułkę i może w ten sposób wywołam wiosnę.
Pomimo skoków pogodowych, powszechnie panującej pochmurności i kolejnych zdrowotnych, niepokojących zawirowań wciąż wpatruję się w jasną stronę życia. Nota do siebie. Bo jest pięknie, gdy serce myśli (nie tylko czuje) i objawia świat wokół. Gdy jest źródłem życia. Warto o tym pamiętać.
Dziś myśląc już o wygrzewaniu się na słońcu, pierwszych zielonych listkach i kwiatach magnolii namalowałam herbaciany komplecik. Lekki i przyjemny jak wiosenny wietrzyk. Jest to oczywiście praca z cyklu Little collection nr 49.

Moja "Plan lista" się powiększa zamiast maleć:) I co z tym fantem począć?
p.s Stasio dostał wielkie pudło ciastoliny z wyciskarkami. Z pokoju dochodzi tylko głośne ufff i pufff - biedaczek. Ile to się małe dziecko musi napracować i namęczyć w zabawie:))
Dobrego weekendu!

marca 19, 2009

Plan lista.



Dzisiejsze przedpołudnie minęło tak szybko. Jest tyle rzeczy do ogarnięcia. Przede wszystkim uprzątnęłam trochę pracownię. Generalne porządki dopiero przede mną. Zrobiłam długą "plan listę" na najbliższy okres i teraz przystąpię do realizacji poszczególnych punktów. Tra la la jak to pięknie brzmi. Już to widzę jak odfajkowuję jedną linijkę po drugiej :) Niech tam, grunt to się teoretycznie przygotować.
Z nowości pokazuję najnowszą Little collection nr 48 i szkice, które nowością nie są, ale właśnie o nie się dziś potknęłam.
Wczoraj poszalałam w moim ulubionym sklepie dla plastyków i wyszłam z kilkoma "niezbędnymi" drobiazgami.
A wczorajszy deser wyglądał tak, tylko z wierzchu posypałam go jeszcze kruszonką. Aktualnie jest już tylko wspomnieniem. Bardzo pysznym wspomnieniem.
Nota do siebie. Kolejny wieczór z rekolekcjami, które wygłasza ks. Piotr Pawlukiewicz.
Bo czasem trzeba z pokorą posłuchać, by wiedzieć jak dalej iść. Z Pokorą...

marca 18, 2009

Hula wiatr.

Czekam na pierwszą zieleń i na mokrą lśniącą trawę. Dołożyłabym do tego zapach bzu i kwitnące magnolie. Na dzisiejszym spacerze gdy hulał wiatr, świeciło słońce czuć było w powietrzu napływające wiosenne zmiany. Nawet stała, opatrzona spacerowa trasa w ciągle zmieniającym się, roztańczonym świetle wyglądała jakoś inaczej. I do tego ten wiatr poszturchujący i wciskający się za kołnierz bez uprzedzenia.

Fragment architektury przy jezuickim kościele.
To jedna z bardziej urokliwych kawiarenek w Krakowie.
Maleńka i przytulna. Często ją mijamy.
Wczorajsze popołudnie minęło w tempie allegretto (czyli dość ruchliwie). Całe popołudnie po kuchni roznosiły się zapachy, a ja w roli gospodyni doskonałej uwijałam się przy pieczeniu babeczek. Dzisiaj słuchamy bajek. "Słowik" w wykonaniu Wojciecha Manna jest kapitalny i sama chętnie się w niego wsłuchuję. Kiedy byłam kajtkiem trochę większym od krasnala również uwielbiałam to robić. Mogłam siedzieć w kąciku całkiem długo i słuchać bajki np. o "Oślej Skórce". To wspomnienia, które zostały mi do dziś.
Za oknem właśnie sypnęło śniegiem, co za dzień!
Nota dla siebie. Trzeba napisać Wielki Plan... ale o tym cicho sza.

marca 17, 2009

Słowa i ludzie.

Halo, to już wtorek. Wczorajszy dzień był totalnie zdezorganizowany. Najlepiej winić za to aurę, chociaż myślę, że po prostu bywają takie rozsypane dni, z którymi nie wiadomo co począć. Dzisiaj ogarniam już wszystko i doprowadzam do właściwego poziomu. Mamy "kredkowy" dzień. Rano było jeszcze trochę słońca i przyjemnie nam było siedzieć jeszcze w piżamach i smarować podniebne pejzaże z samolotem w roli głównej. Samoloty, to teraz główny motyw przewodni naszych zabaw. Jak szybko się to zmienia!




Krótko mówiąc, to co wokół mnie. Przedmioty dnia codziennego, drzewa, ptaki, światło, słowa, książki, ludzie, zwykłe i niezwykłe miejsca, małe momenty, które czynią życie bogatszym. Mówiąc może bardziej obrazowo staram się z codziennej rutyny, z każdego dnia wydobywać cegiełki na budowę własnej drogi twórczej. To również droga, która sprawia, że mogę usłyszeć własny głos. Brzmi dość łatwo, w rzeczywistości jest to bardzo trudne - dla mnie.
O różnych ciekawych ludziach którzy mnie inspirują i wyjątkowych rzeczach jakie tworzą pewnie będę wspominać co jakiś czas. Jest ich tak wielu! Przy tym wszystkim trudno jest zachować dystans, zachować siebie i poczucie własnej wartości, które potrafi (oj potrafi) spaść do zera. Ale, ale jak powiedział kiedyś jeden z moich profesorów:" Jeśli kochasz to, co robisz, robisz to bez przerwy, sprawiasz, że staje się to częścią twojego życia, jeśli będziesz również w tym autentyczna, będziesz poszukiwać a nie szukać sposobów, to masz szansę być dobra i to, co tworzysz ma szansę być dobre."No właśnie, niezłe wyzwanie co?
Takiego odkrywania siebie, na każdym polu życzę każdemu (każdemu z osobna).

marca 13, 2009

Rudzik.

Wops. Piątek 13- tego. Hmmmm, czy coś się w związku z tym wydarzy? Na razie brak opowiedzi. Pogoda rano serwuje śnieg, by koło południa dorzucić nam słońce. Ładny podarunek od dnia. Muszę sie do czegoś przyznać, po pierwsze, że znowu maluję ptaszki - miały być słonie dla małej kuzynki, zamiast tego powstała kolejna Little collection nr 47 z rudzikiem. Cóż słoniska kompletnie nie wyszły, a dla Hani (kuzyneczki) będą sowy. Po drugie znowu tworzę zakładki i to znowu z ptaszekiem. Ok, to pewnie minie.

Weekend spędzę w podróży. Zobaczę rodzinę i pięć sztuk bojowych kotów: Ritę, Beńka, Basię, Zuzę i Gizma. Dodam, że największym bandytą i łobuzem jest Beniek. Za to go uwielbiam. Oczywiście będzie też mała Isia (zastraszona przez ogoniaste towarzystwo), która jest psem rasy kundel sandomierski. Tu gdzie mieszkam brakuje mi zwierząt. Kiedyś na pewno nasza rodzinka powiększy się o jakieś "cztery łapy".
Dla wszystkich tu wstępujących (choćby tylko przelotnie) szczęśliwego piątku (niby przesądna nie jestem, ale co tam)!

marca 12, 2009

Wsłuchaj się.

Wczoraj zrobiłam małą rzecz dla siebie. Jest to notesik na karteczki do notowania i wyrywania. Łatwo mogę go uzupełniać, kupując i wklejając do niego nowe notesiki w cienkich okładkach.
Od kilku dni staram się łapać światło, jest go tak mało, że aż chce się je zatrzymać. W naszym domu szczególnie trudno je pochwycić.

Dziś. Skończyłam zaplanowaną, ciągnącą się od dłuższego czasu pracę (hip, hip, skaczę do góry lepiej niż zając - no może trochę przesadziłam). Mogę zacząć planować nowe rzeczy. Powstała również nowa praca z Little collection nr 46. Punktem wyjścia dla niej były słowa: Wsłuchaj się we własne myśli, w siebie. Taki przystanek w ciągu dnia. Oto rezultat.

marca 11, 2009

Maraton.

Halo. U nas maraton książkowy. Czytamy, czytamy i oglądamy strona po stronie całą górę książek z naszej kolekcji. Dokopaliśmy się nawet do zapomnianych historyjek o Panu Percym. Książeczki te są pełne uroku, a ilustracje wprowadzają w ciepły, miły klimat. Skończyłam pracę nad Little collection 45 i już myślę nad następną. Nie zrobiłam wszystkiego z mojej"twórczej" listy, ale próbuję zrobić jak najwięcej. Staram się wyznaczać sobie krótkie cele i je realizować.

Jak to zwykle ze mną bywa zmieniłam zdanie co do zagospodarowania potrójnej ikeowej ramki. Miały się w niej znaleźć namalowane przeze mnie ostatnio obrazki, ale jednak wybrałam kompozycję z literek. Są one bardziej wyraziste i stanowią ciekawy element na ścianie.

Marcowa pogoda w kratkę uraczyła nas dzisiaj strugami deszczu. Wczoraj trochę słońca, dziś tylko ciężkie chmury. My się jednak nie poddajemy i dzielnie idziemy na zakupy. Stasio ze swoim wielofunkcyjnym koszyczkiem, w którym obowiązkowo "jadą" patyki. Niestety warzywa już się do niego nie mieszczą.

Południową kawę piję z DUŻĄ dolewką, ze spienionym, waniliowym mlekiem, przyprawami i w czerwonym kubku. A co!

marca 10, 2009

Gdy się spieszysz...


Wczoraj z racji dziwnego, lekko nostalgicznego nastroju sięgnęłam do naszej domowej biblioteczki po dawno zapomnianą lekturę. Jest nią "Malarstwo chińskie (wstęp do ikonografii)" , które napisał Pal Miklos. Rezultat? Moje myśli świetnie zilustrują te oto cytaty: "Gdy się spieszysz, idź powoli,...jeśli spieszysz się jeszcze bardziej idź okrężną drogą".
"Dostosuj się do rytmu natury: jej tajemnica to cierpliwość"(Ralph Waldo Emerson)
Nota do siebie. Może, by popróbować malowania z gestu . Kiedyś tak malowałam bez konturu, czystą plamą. Hmmm...
Dzisiaj. Bawię się w tworzenie wiosennej kompozycji. Nowy klimat, nowy nastrój, świeży przypływ energii. Ptaszki, bazie i nieśmiałe zielenie. Nawiązując do wczorajszych inspiracji, dziś coś w zupełnie innym tonie. Znalazłam zdjęcia pewnego niezwykłego miejsca , które dawno temu widziałam w jakiejś gazecie. Zachwyciła mnie w nim specyficzna atmosfera, kolory oraz bogactwo faktur. Jego wyjątkowość. Odwiedźcie to miejsce.
Proza dnia. Odwiedziliśmy sobie bibliotekę więc mamy nową literaturę na najbliższe dni. Stasio zaprzyjaźnił się jeszcze bardziej z kredkami i smaruje teraz po wszystkim (dosłownie). Ach! ten twórczy zapał, ta spontaniczność, przejęcie i radość. Cudownie na to patrzeć.
Dużo słońca dla wszystkich! (może je jakoś w ten sposób wywołam).

marca 09, 2009

Inspiracje.




To był pracowity i udany weekend. W sobotni (bardzo zresztą pochmurny) poranek pojawiły się na naszym stole wiosenne smaki. Kolorowe, chrupiące dania cieszyły oko i podniebienie. Pomimo braku słońca na niebie, szarości i braku energii udało się nadrobić zaległości , a także podłubać coś dla siebie. Ostatnimi czasy dużą inspiracją dla mnie jest studio i dom Ali Edwards. Bardzo podobają mi się elementy typografi (w tym wypadku inicjały) umieszczone w ciekawych aranżacjach. Spodobało mi się to tak bardzo, że postanowiłam mieć własne. Powstała więc praca (z moim inicjałem K), która zdobi ścianę w mojej pracowni. Jeszcze planuję mieć jedną, dużą literę wyciętą z tektury i pomalowaną akrylami. Postanowiłam również lepiej zorganizować sobie cały tydzień i wygospodarować jeszcze więcej czasu na tzw. działalność twórczą. Systematyczne pisanie bloga sprawiło, że muszę jeszcze lepiej sobie wszystko poukładać i ogarnąć chaos, który powstał w mojej głowie (i nie tylko). Uporządkować pomysły, które dopiero zaczynają dojrzewać z tymi, które już nie mogą czekać i odrzucić te, którymi nie warto się zajmować.
Dziś słońce, dzisiaj chmury, czyli dzień z gruntu tych niezdecydowanych. A ja załatwiłam kolejne ważne sprawy i czuję, że zrobiłam kolejny krok do przodu.

marca 06, 2009

Napisz bajkę dla swojego szkraba.


Halo. To już mamy piątek? To jest jakiś galopujący tydzień. Myk i już jest weekend. Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam w pracowni. Mam bardzo żmudną pracę do wykonania - zajmie mi to chyba jeszcze cały następny tydzień, dlatego by złapać oddech zrobiłam pozostałe obrazki dla Stasia (do ikeowej potrójnej ramki) i kolejne Little collection nr 44 (powyżej). Historia do tego obrazka mogłaby się zaczynać tak:
Pewnego dnia mały, brązowy króliczek wybrał się na spacer drogą, którą nigdy wcześniej nie szedł. Pewnie dlatego tak bardzo zaskoczył go widok, który nagle wyłonił się zza całkiem niedużej górki. Mały, brązowy króliczek znalazł się na rozległej, zielonej łące, tak dużej, że musiał bardzo wytężać wzrok by zobaczyć jej koniec. Tego dnia króliczek odkrył nowe miejsce do dumania o niebieskich migdałach. Nazwał je sobie w myślach Zadumolandią i obiecał, że będzie je często odwiedzać - jako, że był to króliczek, który bardzo lubił dumać.
Nie jest to treść najwyższych lotów, ale może Stasiowi się spodoba - oczywiście opowiem mu ją jak tylko wymyślę ciąg dalszy. Kiedyś znalazłam taką stronę o bajkoterapii i odkryłam tam, że bajki może pisać każdy. Wielu jest takich rodziców, co snuje własne opowieści dla swoich pociech. To jest na prawdę extra rzecz dla wszystkich. Bardzo podoba mi się to, iż dzięki bajkom (poza oczywistymi korzyściami) można rozwiązać wiele problemów wychowawczych i stworzyć nowe obszary wspólnych relacji. Być twórczym w domu, w rodzinie, dawać dużo z siebie i dostawać o tyleż więcej. Piękna sprawa i chyba warto spróbować swoich sił i rzucić sobie kolejne wyzwanie. Zapraszam na tę stronę.


A po południu Stasiu ma gości. Ciekawe co wymyślą małe rozbrykonie. Ola ze Staśkiem w duecie potrafi wiele zdziałać albo raczej zmajstrować. Jestem na to przygotowana:)
Miłego weekendu. By, By!

marca 05, 2009

Stuff.

Mój stuff na dziś. Nożyk, pisak (nieodłącznie w brązowym kolorze), papier, folia, kawa (rzecz jasna) i jeszcze kilka niezbędnych rzeczy. Pracuję na piance wystawienniczej, która jest świetnym wynalazkiem. Bardzo dobrze nadaje się do prezentacji zdjęć, scrapów, obrazków, wydruków bez użycia ramy.
Wczorajsze popołudnie minęło nam na wieszaniu różnych różności obrazkowych, segregowaniu i ustawianiu mebelków. Nie było tego tak dużo, ale i tak zeszło z tym do wieczora. Lubię takie zmiany i domowe nowości. Donoszę również, że Stasiek śpi w swoim starym łóżeczku, a antresola służy mu do wyśmienitej zabawy. Raz jest ona samolotem, raz okrętem na wzburzonym morzu- tak to leci, tak to się kręci i takie są przygody Stasia superbohatera na niej.

marca 04, 2009

Na nowo odkryte - czyli sandomierskie koniki.

Wczorajsze popołudnie było dość pracowite. Efekty widoczne pod postacią wolno stojącej antresoli. Uff, gotowe. Początkowa fascynacja i podekscytowanie Stasia nowym meblem wyparowało z powodu biednego, małego pajączka, który niefortunnie pojawił się na ścianie. No cóż zobaczymy jak to będzie z tą historią o pająku, którą Stasio snuje cały czas i która nie pozwala mu wejść na antresolę. Rano nie chciał z niej zejść teraz nie chce na nią wejść:) Tak czy inaczej całość wygląda fajnie. Powstała ciekawa przestrzeń, bardzo przytulna i praktyczna.
Wśród różnych szpargałów ( których całe mnóstwo znajduje się przy okazji takich remontowych poczynań) znalazłam zrobione przez siebie pudełko z własną grafiką, przedstawiającą małe, sandomierskie koniki. Będzie ładnie wyglądać w stasiowym kąciku.


Ponieważ ciągle i niezmiennie ciągnie mnie do kredek i farbek powstał kolejny ptaszek. Podobnego już kiedyś namalowałam. W tym przypadku postanowiłam zmienić scenerię i technikę wykończenia pracy. Tło namalowałam tłustymi pastelami i nimi też wykończyłam ogon ptaszka.
Sam ptaszek jest może ciut za gruby i przysadzisty, no ale...
Jakby nie było powstała kolejna praca z cyklu Little collection nr 43.
Dziś, mamy prawdziwie wiosenny dzień. Może już tak zostanie, co? Zrzuciłby już te grube, wierzchnie okrycia i wskoczył w coś lżejszego, bardziej zwiewnego.
I jeszcze jeden punkt. Szykuję coś całkiem pysznego na obiad. Ni mniej, ni więcej tylko pierożki z kruchego ciasta ze szpinakiem. Palce lizać...

marca 03, 2009

Jakie to pyszne i jak jest zabawnie.


Halo wtorku, co masz w worku (Edytko zapożyczyłam sobie częściowo to zestawienie słowne). Najnowszy digital z cyklu Day by day, tym razem na luty. Inne prace z tego cyklu można obejrzeć tutaj. Taka forma zapisywania wspomnień jest ciekawym wyzwaniem i świetną zabawą. To był trudny miesiąc. Na jego konto można spokojnie wrzucić i ból, i strach, i nadzieję, i radość. Pełne spektrum uczuć. Marzec za to, zaczął się w zupełnie innym klimacie. Patrz dalej ---------->
Wczoraj na obiad mieliśmy ukochane (bardzo, bardzo) przez Stasia kopytka. Ten mały łakomczuch tak je lubi, że potrafi mlasnąć kilka razy i porcja znika. Po dwóch dokładkach mówię: "Synku pękniesz!", na co on rezolutnie odpowiada: " I będzie po mnie", po czym prosi grzecznie o deser. Wieczorem z kolei dostał strasznej czkawki i na to też miał kapitalną ripostę: "Ojej, to znowu telefon z mojego brzuszka, tato odbierzesz"? No tak, nas to strasznie bawi i koniecznie chcę to zapamiętać.
Dziś dbając o brzuszki moich chłopaków upiekłam owsiane ciasteczka według przepisu Eight. Na jej kulinarnym blogu można znaleźć wiele przysmaków. Osobiście zasadzam się jeszcze na szarlotkowe mufinki. Po południu czeka nas składanie antresoli, o rany, rany! (aż chce się do tego dopowiedzieć, jesteśmy niepokonani). Hasło się przyda.
Wsłuchuję się w cudowny głos Diany Krall, popijam czarną, mocną kawę i zupełnie nie wiem kiedy zacznę realizować zaległe zamówienia. Parawan gotowy, ale praca nad reklamami jeszcze ciągle w lesie.
OK!
Niech odezwie się duch optymizmu.